niedziela, 25 października 2015

Rozdział II

Julia szykowała się do wyprawy swojego życia i rozmyślała o swoich przyjaciółkach, które pewnie chciałyby udać się w tą podróż razem z nią. Niestety nie mogły, bo wszystkie trzy nie żyły.
*
Clarissa wracała do domu z Miasta Elfów, w którym była z wizytą u swojej koleżanki z dzieciństwa – Olivii. Był to zimny wieczór. Padał deszcz i było ciemno. Czarownica szła poboczem koło drogi. Nagle zobaczyła powóz ciągnięty przez dwa piękne konie. Jechał w kierunku jej domu. Clarissa wybiegła na drogę i zatrzymała powóz. Jechali w niej trzej mężczyźni.
- Gdzie panowie jadą? – zapytała Clarissa jednego z nich.
- Do Miasta Czarów – odpowiedział mężczyzna.
- Mogłabym się z panami zabrać? – zapytała Clarissa.
- Oczywiście – odpowiedział mężczyzna.
Clarissa wsiadła do powozu. Jeden z mężczyzn wyciągnął zza pazuchy piękną różę i podał ją dziewczynie.  Dziewczyna powąchała ją i urwał jej się film.
*
Robin udała się razem z innymi Wybrańcami na wycieczkę na inną planetę, zwaną Ziemia. Miała chwilę wolnego czasu na zwiedzanie obcego miejsca. Szła jedną z Nowojorskich ulic, gdy nagle usłyszała muzykę dobiegającą z jednego z wieżowców. Przystanęła pod nim i wsłuchała się w piękną melodię graną na fortepianie. Muzyka była bardzo ważna dla Robin.
Nagle melodia się zmieniła. Była okropna. Brzmiała, jakby ktoś zaczął grać na oślep pierwsze lepsze dźwięki. Potem usłyszała pełen frustracji wrzask. Podniosła do góry głowę, próbując zlokalizować mieszkanie, w którym się znajdował sfrustrowany pianista. W końcu udało zlokalizować jej się mieszkanie pianisty. Zobaczyła wypadający przez okno fortepian. Sparaliżował ją strach. Instrument leciał prosto na nią. Nawet gdyby próbowała i tak nie dałaby rady uciec. Wrzasnęła, a potem została przygnieciona przez fortepian.
Robin była czarownicą i świetną wojowniczką. Jej mama była potężną czarownicą, a ojciec silnym łowcą. Dziewczyna razem ze swoim bratem  uczyła się czarować i walczyć od najmłodszych lat. Była wspaniałą łuczniczką, umiała poważnie zranić przeciwnika za pomocą swoich nieodłącznych glanów  i miała niebywałą siłę. Potrafiła posługiwać się wieloma rodzajami broni. Pewnego dnia spadł na nią fortepian. Umarła na miejscu.
*
                Clarissa otworzyła oczy. Była przywiązana do jakiegoś słupa. Podszedł do niej jeden z mężczyzn. Trzymał w ręce nóż.
- Co knują czarownice? – zapytał.
- Co? – odpowiedziała pytaniem na pytanie . – Po co wam ta informacja?
- Jesteśmy mieszkańcami planety Lifrega w konstelacji Wielkiego Regulusa. Zostaliśmy zesłani na tą planetę, by dowiedzieć się, dlaczego czarownice i czarodzieje z Miasta Czarów chcą najechać naszą planetę i nas podbić. Dotarła do nas ta informacja i natychmiast wyruszyliśmy na planetę Siedmiu Magów. Co wiesz o tym wszystkim?
- Nic – powiedziała Clarissa. – To bzdury!
- Czyżby? – zapytał mężczyzna, po czym wbił jej sztylet w brzuch. Z rany trysnęła krew. – Mów co wiesz!
*
                Amy była prześladowana w szkole, z powodu tego, że była inna oraz dlatego, że rok wcześniej na pół roku  przeprowadziła się razem z rodzicami do miasteczka Wielkiego Maga znajdującego się w krainie zwaną Zaczarowaną Ziemią. Przez  rok uczęszczała tam do Szkoły Magii imienia Wielkiej Reginy.
 Potem jej rodzice powrócili do rodzinnego domu razem z Amy. Szkoła Magii imienia Wielkiej Reginy i Księżycowy Instytut  od zawsze rywalizowały ze sobą. Fakt, że Amy przez rok uczęszczała do konkurencyjnej szkoły został powszechnie uznany za zdradę i od tej pory pół szkoły dokuczało nastolatce. Miała już tego serdecznie dosyć.
Amy weszła na dach Instytutu . Jej życie nie miało już żadnego sensu. Chciała je jak najszybciej zakończyć. Miała na sobie długą, krwistoczerwoną suknię. Wiatr rozwiewał jej czarne jak heban włosy. Czarownica ostatni raz spojrzała na Miasto Czarów w którym dorastała.
Podeszła do krawędzi dachu i po raz ostatni w swoim życiu spojrzała na miasto, w którym żyła.
- Żegnaj świecie! – krzyknęła, po czym  rozpostarła ramiona i rzuciła się z dachu. Spadając zaczęła przebierać lekko nogami, jakby próbowała iść w  powietrzu,  po czym upadła na ziemię jak worek ziemniaków.
*
- Nic nie wiem! – wrzasnęła Clarissa. – Jestem tylko uczennicą Księżycowego Instytutu! Nic nie wiem…
- Kłamiesz! – wrzasnął mężczyzna.
                Nagle do pomieszczenia wszedł koń. Był to jeden z  wierzchowców, które ciągnęły powóz. Był to pozornie zwykły koń. Pozory jednak mylą. Koń przemówił:
- Dziewczyna mówi prawdę. Nic nie wie. Jest bezużyteczna. Unicestwijcie ją.
                Mężczyzna stojący przed Clarissą wbił jej nóż prosto w serce, po czym wyszedł z pokoju zostawiając dziewczynę umierającą w samotności.
*
                Khauriel wszedł do pokoju Julii, która właśnie skończyła się szykować do drogi.
- Jesteś gotowa? – zapytał, a dziewczyna skinęła głową. – Chodź ze mną na dół. Twój bagaż podręczny już na ciebie czeka.  Jason i Róża będą tu za kilka minut.
- Kim jest Róża? – zapytała Julia.
- Róża podróżuje razem ze mną – odpowiedział Khauriel.
                Julia i Khauriel zeszli po schodach na parter. Julia podeszła do szafy i wyjęła z niej bluzę. Już miała ją ubrać, gdy nagle rozległo się pukanie do drzwi.
- Otworzysz? – zapytała Khauriela.
- Jasne – odpowiedział i podszedł do  drzwi wejściowych.
                Julia skończyła się ubierać i odwróciła się do dziewczyny, która właśnie weszła do  jej domu.
- Julio, poznaj Różę – powiedział Khauriel. – Róża jest anielicą z mojego zastępu i moją zastępczynią. Podróżujemy często razem.
- Witaj, Julio – powiedziała anielica podając Julii rękę.
- Witaj, Różo – odpowiedziała Julia ściskając  jej dłoń. – Miło mi cię poznać.
                Naczynie Róży miało dziewiętnaście lat. W tym wcieleniu anielica była szczupłą, niską, niebieskooką dziewczyną. Jej falowane blond włosy sięgały  do ramion.  Nie była ani brzydka, ani szczególnie piękna. Była ładna i zwyczajna. Albo przynajmniej byłaby, gdyby była mniej anielska. Julia zauważyła, że Róża miała na lewej dłoni tatuaż przedstawiający różę.
                Prawdziwa Róża miała tylko dwadzieścia lat. Była tylko o rok starsza od swojego  naczynia. Była bardzo, ale to bardzo młodą anielicą. Dla porównania Khauriel miał dziewięćset lat i był uznawany w niebie za dość młodego anioła. Nawet Michał, który miał pięć tysięcy lat nie był stary. Był aniołem w średnim wieku. Najstarsze anioły narodziły się wraz z powstaniem wszechświata. Tylko one same wiedziały ile mają tak właściwie lat i rzecz jasna Bóg.
                Nagle do domu wszedł Jason. Podszedł do Julii i pocałował ją w policzek. Potem przywitał się z Khaurielem i Różą.
- Wszyscy już są – powiedział wesołym głosem Khauriel. – Mamy zagrożenie wojną, więc rzecz jasna wyruszamy na przygodę!
- Gdzie udamy się najpierw? – zapytała Róża.
- Może na Ziemię? – zaproponował anioł. – Na przykład do Wielkiej Brytanii? Jaki chcecie rok?
- Najbardziej współczesny.
- A więc udajemy się do Wielkiej Brytanii w roku 2015 – powiedział anioł, wyciągając z kieszeni płaszcza butelkę z jakimś dziwnym, niebieskawym napojem.
Następnie napił się i podał butelkę Róży, która wzięła łyka i podała butelkę Julii.
- Weź łyka i podaj butelkę Jasonowi – powiedziała. – Jest to eliksir rozumienia. Dzięki niemu zrozumiecie, co ludzie do was mówią.
                Julia posłusznie się napiła i podała butelkę Jasonowi. Łowca wziął kilka łyków eliksiru i oddał butelkę Khaurielowi, który schował ją do kieszeni płaszcza.
 - W takim razie złapcie mnie albo Różę za rękę – powiedział anioł. -  Potem możecie zamknąć oczy.
Jason spojrzał w stronię anioła i jakoś nie spodobała mu się perspektywa złapania go za rękę. Khauriel zauważył zażenowaną minę chłopaka, więc roześmiał się piskliwie. Jason przewrócił oczami i chwycił dłoń Róży. Julia z uśmiechem na ustach zacisnęła dłoń na nadgarstku anioła.
Czarodziej i łowczyni zamknęli oczy. Khauriel i Róża w tym samym momencie pstryknęli palcami. Julia poczuła, że unosi się nad ziemię,  a potem leci w zawrotnym tempie w nieznanym jej kierunku.  Następnie poczuła, że zwalnia i powoli spada. W końcu stanęła nogami na ziemi.
- Możecie już otworzyć oczy – powiedział wesoło Khauriel, a jego towarzysze wykonali jego polecenie.
 Jason i Julia rozglądali się dookoła ze zdziwieniem, a Róża uśmiechnęła się szeroko.
- Dawno już tu nie byłam ! – powiedziała anielica radosnym głosem. – Tęskniłam za tym miejscem.
- Gdzie jesteśmy? – zapytał zdziwiony Jason.
- Witajcie w Londynie! – powiedział Khauriel i uśmiechnął się szeroko.


sobota, 4 kwietnia 2015

Rozdział I

Julia weszła na miękki trawnik i źdźbła trawy ugięły się pod jej bosymi stopami.  Była szczupłą, niską czarownicą. Miała na sobie sięgającą jej do kolan błękitną sukienkę na ramiączkach. Jej  półdługie, falowane, blond włosy były zaplecione w warkocz. Miała drobną, delikatną, oliwkową twarz. Jej szafirowe oczy były otoczone przez firankę ciemnych, długich, ciemnych rzęs. Źrenica w jej prawym oku była odrobinę większa od źrenicy w jej drugim oku.  Miała ładnie zarysowane, ciemne brwi. Jej nos był niewielki, delikatny i zgrabny, a usta kształtne i malinowe. Charakterystyczną cechą jej wyglądu był mały pieprzyk pod lewym okiem. Miała długą, łabędzią szyję. Julia była miłą, pogodną i spokojną marzycielką. Odznaczała się bogatą wyobraźnią. Wyróżniała się erudycją, altruizmem, a także oryginalnością. Książki i muzyka były jej największą pasją. Jej ulubionym rodzajem magii była magia natury, w której najważniejsze było zachowanie równowagi w przyrodzie.
 Usiadła na trawie, obok swojego chłopaka – Jasona, który objął ją ramieniem.  Był on wysokim i dobrze zbudowanym łowcą. Ubierał się modnie, oryginalnie, ale skromnie.  Miał krótkie, gładkie, gęste, kasztanowe włosy. Jego profil twarzy był klasyczny i regularny.  Miał wystające kości policzkowe.  Jego jedno oko było zielone, a drugie niebieskie. Była to cecha typowa dla rasy łowców. Nad nimi znajdowały się ciemne, krzaczaste brwi. Jego spojrzenie było bystre, przenikliwe i czujne. Zawsze poruszał się energicznie, ale z wdziękiem i gracją, co było kolejną cechą charakterystyczną dla jego rasy. Był człowiekiem ambitnym, odważnym, niezależnym, szlachetnym, ale także upartym, stanowczym, sarkastycznym i trochę aroganckim.  Kochał Julię i był wobec niej bardzo opiekuńczy. Czarownica była osobą delikatną, więc łowca zawsze pragnął  ją ochraniać. W przeciwieństwie do swojej dziewczyny nie lubił czytać i uważał książki za stratę czasu. Lubił być w centrum zainteresowania, ujmował wszystkich swoją odwagą i miał silną osobowość.
Był to letni, upalny dzień. Nic nie zwiastowało, że zdarzy się coś niezwykłego. Krążyły co prawda pogłoski, że w Sidracie  pojawiły się demony, ale mało kto w to wierzył. Było to zbyt przerażające i absurdalne. Był to pozornie idealny dzień. Niestety, pozory mylą.
Nagle niebo pociemniało. Zerwała się okropna wichura. Zaczął padać deszcz. Niebo przecięła błyskawica.
- Jak to możliwe? – zapytał Jason. – Przecież przed chwilą świeciło słońce…
- Może jednak to wszystko prawda – powiedziała Julia. – Te pogłoski o demonach.
- Albo to zwykła burza – odparł Jason. – A jeśli to demony, to będę walczył.
- Ja też  - odpowiedziała Julia.
- Nie zgadzam się – powiedział twardo i zdecydowanie chłopak. – Nie będziesz z nikim walczyła. Nie jesteś łowczynią. Jesteś jeszcze taka młoda i delikatna… Nie możesz walczyć.
- Jestem czarownicą i znam mnóstwo zaklęć – odpowiedziała nastolatka. -  Poradzę sobie,
poza tym nie pozwolę ci walczyć samemu.
- Jeszcze wrócimy do tej rozmowy – powiedział Jason. – Oczywiście, jeśli te wszystkie pogłoski to prawda. A teraz sprawdźmy co się dzieje… Albo chociaż schowajmy się gdzieś, zanim kompletnie przemokniemy.
Julia i Jason wzięli się za ręce i zaczęli biec w stronę domu Julii. Wbiegli do środka. W korytarzu czekała na nich mama Julii – Anthea, która była wysoką, szczupłą blondynką.
- Jasonie, idź natychmiast do domu – powiedziała. – Twój ojciec chce cię widzieć. Podobno to coś bardzo ważnego.
- Dobrze, Antheo – odpowiedział Jason. – Czy coś się stało?
- Niedługo zacznie się wojna – powiedziała Anthea grobowym tonem.
*
                Julia weszła do księgarni. Zawsze bardzo lubiła książki. Gdy tylko przekroczyła próg księgarni poczuła ich charakterystyczny zapach. Albowiem w księgarni było bardzo dużo starych ksiąg o pożółkłych już stronach, nadjedzonych zębem czasu, które pachniały zupełnie inaczej niż nowiutkie książki i ich zapach był o wiele  wyrazistszy niż zapach nowych książek.
                Julia podeszła do półki z książkami młodzieżowymi i wzięła do ręki jedną z książek. Miała ona skórzaną oprawę i na okładce był wyszyty złotą nicią  jej tytuł.
                Nagle Julia poczuła na sobie czyjś wzrok i odwróciła się gwałtownie. Kilka metrów od niej stał nastolatek, który przypatrywał jej się z uwagą. Znała go z widzenia. Wiedziała, że jest od niej starszy i że jest łowcą. Musiała też przyznać w duchu, że jest on bardzo przystojny.
                Dziewczyna i chłopak patrzyli się na siebie przez krótką chwilę, aż w końcu do nastolatka podszedł jakiś chłopczyk. Julia była prawie pewna, że był to młodszy brat  łowcy. Nastolatek zaczął rozmawiać z chłopcem, więc Julia odwróciła się i powróciła do przeglądania książek, które znajdowały się na półce przed nią. Wzięła do ręki „Przygody Merlina” i zaczęła czytać opis z tyłu książki.
- Jesteś piękna – usłyszała nagle głos za swoimi plecami.
                Odwróciła się i stanęła twarzą w twarz z łowcą, który wpatrywał się w nią wyraźnie zauroczony.
- Dziękuję – odpowiedziała czarownica i poczuła, że rumieni się na twarzy.
- Lubisz książki? – zapytał łowca.
- Uwielbiam – odpowiedziała Julia, po czym uśmiechnęła się promiennie.
- Może kupię ci „Przygody Merlina”, a ty w zamian za to przejdziesz się ze mną na krótki spacer dzisiaj wieczorem? – zaproponował łowca. – Mogę kupić ci też inną książkę, albo wszystkie książki w tej księgarni, jeśli to jest to, czego pragniesz… Wżyciu nie spotkałem ładniejszej od ciebie dziewczyny…
- Myślę, że „Przygody Merlina” wystarczą. Z przyjemnością przejdę się z tobą dzisiaj na spacer. Nie znam tylko nadal twojego imienia…
- Jestem Jason – przedstawił się chłopak. – Jason Moore.
- A ja Julia. Julia Shepard.
- Miło mi cię poznać, Julio Shepard – powiedział łowca.
- Mi ciebie też, Jasonie Moore – odpowiedziała czarownica.
Następnie Jason kupił Julii „Przygody Merlina”, po czym podszedł do chłopczyka, z którym wcześniej rozmawiał i szepnął mu coś na ucho. Potem chłopcy podeszli do Julii i odprowadzili ją do domu.
*
                Jason wszedł do domu i pobiegł do swojego pokoju. Przebrał się szybko.  Mokre ubrania powiesił na krześle przy kominku i udał się do salonu. Byli tam jego rodzice, młodszy brat i jakiś mężczyzna, którego Jason jeszcze nigdy nie widział. Wyglądał jak człowiek, ale było w nim coś nieziemskiego i nienaturalnego. To coś sprawiało, że nie wyglądał, jakby przynależał do tej krainy. Może nawet do tego świata. Nie był z pewnością ani łowcą, ani czarodziejem, ani nawet elfem.
- Witaj, Jasonie – powiedział nieznajomy. – Wszyscy się cieszymy, że zaszczyciłeś nas swoją obecnością.
- Czym jesteś? – zapytał prosto z mostu Jason.
- Aniołem – powiedział mężczyzna. – Mam na imię Khauriel.
- Kogo opętałeś i co tutaj robisz?
- Jakiegoś narkomana, żyjącego na planecie o nazwie Ziemia – odparł Khauriel. – Umierał, moja obecność mu pomaga. Jestem tutaj, by was ochraniać i by walczyć z demonami. Kilka z nich wydostało  się z piekła. Zaczyna się wojna.
- Zszedłeś na ziemię sam?
- Nie. Mam zastęp złożony z mniej znaczących dla nieba aniołów. Ale tylko ja będę was ochraniał  i wam pomagał.
- Nam? – zdziwił się Jason.
- Waszej rodzinie – wyjaśnił anioł. – Pochodzicie z rodu pierwszych łowców i należy wam się najlepsza opieka. Tej rodzinie i przyjaciołom waszej rodziny.
- A co będzie robiła reszta aniołów?
- Wykonywała moje rozkazy, walczyła z demonami i niosła pomoc rannym. Każdy anioł zna wiele skutecznych i nieznanych ludzkości  metod uzdrawiania i jest nas bardzo trudno zabić. A przynajmniej naszą duszę, bo naczynie jest w stanie łatwo ulec zniszczeniu. Do pewnego stopnia się regenerujemy, ale czasem rany są zbyt wielkie i wtedy musimy zdobyć nowe naczynie.
- Naczynie?
- Tłumacząc na język ludzki jest to ciało, którego duszę wprowadzamy w czas tymczasowego uśpienia na czas naszego pobytu na Ziemi albo jakiejkolwiek innej planecie.
- Ciągle mówisz o tej Ziemi – zauważył Jason. – Co to za planeta?
- Jest to jedna z moich ulubionych planet – odpowiedział Khauriel. – Jest jedną z planet układu słonecznego. Byłem na niej kilkukrotnie. Ludzie są tam bardzo wykształceni. Dużo bardziej niż wy. Opracowali mnóstwo technologii. Za to u was jest więcej ras rozumnych. U nich są tylko zwykli ludzie i dosłownie  kilka rodzin wampirów, wilkołaków, czarodziei i łowców.  Generalnie Ziemianie nie znają magii.  
- Jak oni mogą żyć bez magii? – zapytał zdziwiony Jason.
- A jak wy możecie żyć bez samochodów lub komputerów? – zapytał spokojnym głosem anioł.
- Bez czego? – zdziwił się Jason.
Khauriel uśmiechnął się na widok zaskoczenia malującego się na twarzy łowcy.
- No właśnie – powiedział spokojnie. – Jeśli nie zna się pewnych rzeczy, z pewnością da się bez nich żyć. Ludzie z tamtej planety nie potrzebują teleportacji, bo mają pojazdy dużo szybsze i  bardziej wytrzymałe niż powozy, czy rowery. Nie potrzebna im magia,  bo posiadają elektryczność. Faktycznie ich życie byłoby jeszcze łatwiejsze, gdyby znali magię, a wasze dużo przyjemniejsze, gdybyście znali elektryczność, ale wszystkiego mieć nie można.   
*
                Następnego dnia z samego rana Jason przyszedł do domu Julii. Była przerażona rozpoczynającą się wojną, ale i tak chciała walczyć. Anthea nie pozwoliła jej na to i Julia poprosiła Jasona, by pomógł jej przekonać jej matkę, by się zgodziła. Jason jednak nie zamierzał pomóc Julii. Nie chciał, by walczyła. Doskonale rozumiał obawy Anthei. Julia miała tylko siedemnaście lat i była jedynaczką. Gdyby Julia zginęła, Anthea by tego nie przeżyła. Ojciec Julii umarł, gdy miała ona roczek. Julia i Anthea miały tylko siebie.
                Jason i Julia siedzieli w pokoju dziewczyny i rozmawiali. Postanowili udać się do domu Jasona, który chciał zapoznać Julię z Khaurielem. Nastolatka jeszcze nigdy w życiu nie spotkała anioła i była bardzo ciekawa jacy są wysłannicy samego Boga.
Para weszła do domu łowcy. Dom Jasona  miał trzy piętra – piwnicę, w której znajdowała  się sala treningowa i zbrojownia, parter na którym była łazienka, kuchnia, salon połączony z jadalnią  i pokój gościnny oraz pierwsze piętro na którym była druga łazienka, sypialnia rodziców Jasona oraz pokój nastolatka, obok którego była sypialnia jego młodszego brata - Johna.
 Pokój Jasona był nieduży. Ściany były  pomalowane na krwistą czerwień.  Wisiały na nich miecze, sztylety, noże i kolty, czyli broń, którą każdy łowca zawsze powinien mieć pod ręką.  Trochę mniej ważne są kołki, kusze i łuki, więc znajdowały się one w zbrojowni.
Na drzwiach prowadzących do pokoju Jasona był narysowany pentagram, który nie pozwalał demonom i wampirom bez zaproszenia wejść do jego pokoju. Taki sam pentagram znajdował się na podłodze pod dywanem. Jeśli jakiś demon wszedłby na jego dywan znalazłby się natychmiast w pułapce, z której mógł go wypuścić tylko i wyłącznie Jason.
Po lewej stronie, przy wejściu do pokoju Jasona znajdowało się łóżko, pod którym chłopak trzymał sól odpychającą złe duchy, różaniec oraz pistolet i różne rodzaje naboi ( każdy działający na inną istotę magiczną).
 Na wprost od łóżka znajdowała się szafa. Wisiały  w niej ubrania codzienne, wizytowe, przebrania, które  pozwalały na wtopienie się w tłum w przypadku wizyty w innym wymiarze oraz bojowe mundury łowieckie.  Po prawej stronie od szafy znajdowała się komoda z bielizną, a po prawej stronie komody, pod oknem stało biurko.
 Obok biurka stała mała biblioteczka. Znajdowały się w niej magiczne księgi, pismo święte, księgi łowieckie, podręczniki, w których były zawarte informacje o innych wymiarach i bestiariusze.
Jason nie lubił czytać. Była to dla niego kara. Był niestety do tego zmuszany. Chodził do szkoły dla łowców, w której czytanie było bardzo ważne. Często musiał w szkole przeczytać bardzo szybko fragment danej księgi i od razu zastosować w praktyce wiedzę, którą zdobył czytając. Musiał więc być skupiony na czytaniu, czytać szybko, ale ze zrozumieniem i umieć wykorzystać w trybie natychmiastowym zdobytą wiedzę.
                Jason i Julia udali się do salonu, w którym siedział Khauriel.
- Gdzie są moi rodzice? – zapytał Jason.
- Udali się  razem z twoim bratem na szkolenie – powiedział Khauriel. – Ty też powinieneś się na nie udać, chłopcze. Jednak z tego co widzę, szkolenia cię nie interesują. Ważniejsze dla ciebie jest przebywanie z piękną niewiastą niż nauka, jak ratować świat.
- W miarę dobrze sobie radzę na szkoleniach – odparł Jason. – Więc postanowiłem sobie to jedno odpuścić.
- Ale jest one bardzo ważne – powiedział anioł. – Bez niego możesz nie przeżyć kilku minut na wojnie. Demony, a zwłaszcza Marcus są bardzo inteligentne, szybkie i przebiegłe, a przy tym przerażające i bardzo, ale to bardzo złe. Są naprawdę trudnymi do pokonania przeciwnikami. Dawno, dawno temu na polecenie mojego brata broniłem razem z moim własnym, prywatnym zastępem młodych aniołów Ziemi. Musiałem walczyć z Marcusem. Chciał mnie spalić żywcem. Cudem udało mi się ujść z życiem z tamtego spotkania. Nie chodzi mi teraz o to, że mojemu naczyniu udało się ujść z życiem, co to to nie. Ten biedny człowieczek nie miał żadnych szans. Chodzi mi o to, że on prawie zabił mnie. Prawdziwego mnie! Prawdziwego anielskiego mnie! Aniołów praktycznie nie da się zabić, a mu się to prawie udało… A ty myślisz, że możesz opuścić jakieś szkolenie… Postępujesz nierozsądnie, Jasonie.
- W takim razie później pójdę do piwnicy i trochę potrenuję – odpowiedział od niechcenia Jason, a następnie wskazał na Julię. – Khaurielu, poznaj moją dziewczynę, Julię.
- Miło mi cię poznać, Julio – powiedział anioł i pocałował jej dłoń. – Jesteś naprawdę piękną niewiastą i z tego, co udało mi się wyczytać z twoich oczu jesteś również bardzo zdolną i potężną czarownicą.
- Dziękuję –  powiedziała Julia, która zarumieniła się na twarzy. – Mi też cię miło poznać, Khaurielu.
- Byliście kiedyś na jakiejś innej planecie? – zapytał Khauriel.
- Nie – odpowiedziała Julia. – Ale moja przyjaciółka była.
- Podobało jej się tam? – zapytał Khauriel.
- Nie wiem – odpowiedziała Julia. – Nigdy nie miałam okazji jej o to zapytać. Poleciała na obcą planetę z grupką wybranych osób z naszej szkoły i nigdy nie wróciła. Umarła na tej planecie.
- Przykro mi – powiedział szczerze Khauriel. - I doskonale zrozumiem, jeśli nie będziesz chciała się ze mną udać w podróż po Wszechświecie…
- Oczywiście, że będę chciała! – powiedziała Julia. – Jedynym moim warunkiem jest to, że Jason uda się w podróż razem z nami.
- Oczywiście, że tak – powiedział Khauriel. – Oboje jesteście zaproszeni do zwiedzania ze mną Wszechświata, jeśli tylko będziecie chcieli. Najlepsze jest to,  że anioły mogą podróżować zarówno w przestrzeni jak i w czasie. Nikt nawet nie zauważy, że gdzieś się udaliście, chyba że chcecie uciec…
- Kiedy ruszamy w podróż? – zapytał Jason.

- Kiedy  tylko będziecie gotowi – odpowiedział anioł.

piątek, 3 kwietnia 2015

Prolog

Dawno, dawno temu wszystkie światy żyły ze sobą w zgodzie.  Po śmierci ludzie trafiali do nieba albo do piekła, a bramy od tych dwóch światów były zamknięte.  Portali pomiędzy wszystkimi wymiarami strzegli czarodzieje. Pomagali im w tym łowcy, którzy posiadali co prawda ograniczoną magiczną moc, ale byli za to wyszkoleni w walce z wszystkimi rodzajami magicznych istot. Bardzo rzadko dochodziło do nieporozumień pomiędzy mieszkańcami wszystkich światów.
Jednak wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. Pewnego dnia Królem Piekła, czyli osobą, która rządziła piekłem pod nieobecność Lucyfera, który został zamknięty przez archanioła Michała w Próżni   został demon o imieniu Marcus, który posiadał ogromną magiczną moc. Pragnął on zburzyć  ład i pokój, który panował na wszystkich planetach. Stworzył swoją armię demonów, które miały mu pomóc w opanowaniu wszystkich wymiarów.  Zdobył pilnie strzeżony klucz i otworzył bramy piekieł.
Nadeszły wtedy straszliwe czasy. Demony wydostały się z piekła i zaczęły podstępem zawierać umowy z innymi rasami prowadzące do przemienienia ich w demony. Zaczęły opętywać niewinnych ludzi i mordować wszystkich, którzy stanęli im na drodze. Marcus  był najbardziej okrutnym z demonów i to przez niego zginęła większość ludzi.
Wszystkie istoty postanowiły sięgnąć po ostateczną broń przeciw walce ze złem. Zawarły sojusz z najdoskonalszymi, najwspanialszymi, ale też najbardziej niebezpiecznymi, zaraz po demonach istotami. Zawarły sojusz z wysłannikami samego Boga  - z Aniołami.
Aniołowie, a zwłaszcza  Archaniołowie byli zbyt ważnymi istotami, by zejść na jakąkolwiek planetę, więc zesłali do najbardziej niszczonej przez demony krainy grupkę składającą się z kilku młodych i mało ważnych dla nieba aniołów. Dowodził nimi młodszy brat Archanioła Michała o imieniu Khauriel.
Khauriel zdobył ciało umierającego człowieka i opętując go zszedł na ziemię. Jego obecność w naczyniu, które umierało miało zbawienny wpływ na ciało tego człowieka, bo anielskość Khauriela go uzdrawiała.  Khauriel miał od tej pory prawie dwa metry wzrostu,  brązowe włosy opadające mu lokami na kark i czoło. Jego oczy były nienaturalnie jasne. Były zielono – niebieskie, a gdy się w nie głębiej wpatrzyło można było zobaczyć niespotykaną u ludzi głębię; czasami można nawet było w nich ujrzeć kawałek nieba.  Miał też  wydatne kości policzkowe i podbródek  i był nieziemsko przystojny.  Ubierał się elegancko, kosztownie i gustownie. Był aniołem pracowitym, odpowiedzialnym, szlachetnym, czujnym, skoncentrowanym i inteligentnym. Starał się zawsze pomagać ludziom, uzdrawiać ich, nauczać i bronić. Rozkazał pozostałym aniołom walczyć z demonami, po czym  przyłączył się do pewnej rodziny łowców i pomagał im się bronić przed atakującymi ich potworami.

Na planecie Siedmiu Magów, w krainie zwanej Sidrat  żyło siedem ras:  na zachodzie żyli czarodzieje  i łowcy, na wschodzie elfy, w środkowej części kraju żyły wampiry i wilkołaki, na północy olbrzymy, a na południu zmiennokształtni, którzy zajmowali się hodowlą smoków.