Julia szykowała się do wyprawy swojego życia i rozmyślała o
swoich przyjaciółkach, które pewnie chciałyby udać się w tą podróż razem z nią.
Niestety nie mogły, bo wszystkie trzy nie żyły.
*
Clarissa wracała do domu z Miasta Elfów, w
którym była z wizytą u swojej koleżanki z dzieciństwa – Olivii. Był to zimny
wieczór. Padał deszcz i było ciemno. Czarownica szła poboczem koło drogi. Nagle
zobaczyła powóz ciągnięty przez dwa piękne konie. Jechał w kierunku jej domu.
Clarissa wybiegła na drogę i zatrzymała powóz. Jechali w niej trzej mężczyźni.
- Gdzie panowie jadą?
– zapytała Clarissa jednego z nich.
- Do Miasta Czarów –
odpowiedział mężczyzna.
- Mogłabym się z
panami zabrać? – zapytała Clarissa.
- Oczywiście –
odpowiedział mężczyzna.
Clarissa wsiadła do powozu. Jeden z mężczyzn wyciągnął zza pazuchy piękną
różę i podał ją dziewczynie. Dziewczyna
powąchała ją i urwał jej się film.
*
Robin udała się razem z innymi Wybrańcami na wycieczkę na inną planetę,
zwaną Ziemia. Miała chwilę wolnego czasu na zwiedzanie obcego miejsca. Szła
jedną z Nowojorskich ulic, gdy nagle usłyszała muzykę dobiegającą z jednego z
wieżowców. Przystanęła pod nim i wsłuchała się w piękną melodię graną na
fortepianie. Muzyka była bardzo ważna dla Robin.
Nagle melodia się zmieniła. Była okropna. Brzmiała, jakby ktoś zaczął
grać na oślep pierwsze lepsze dźwięki. Potem usłyszała pełen frustracji wrzask.
Podniosła do góry głowę, próbując zlokalizować mieszkanie, w którym się
znajdował sfrustrowany pianista. W końcu udało zlokalizować jej się mieszkanie
pianisty. Zobaczyła wypadający przez okno fortepian. Sparaliżował ją strach.
Instrument leciał prosto na nią. Nawet gdyby próbowała i tak nie dałaby rady
uciec. Wrzasnęła, a potem została przygnieciona przez fortepian.
Robin była czarownicą i świetną wojowniczką. Jej mama była potężną
czarownicą, a ojciec silnym łowcą. Dziewczyna razem ze swoim bratem uczyła się czarować i walczyć od najmłodszych
lat. Była wspaniałą łuczniczką, umiała poważnie zranić przeciwnika za pomocą
swoich nieodłącznych glanów i miała
niebywałą siłę. Potrafiła posługiwać się wieloma rodzajami broni. Pewnego dnia
spadł na nią fortepian. Umarła na miejscu.
*
Clarissa otworzyła oczy. Była przywiązana do
jakiegoś słupa. Podszedł do niej jeden z mężczyzn. Trzymał w ręce nóż.
- Co knują czarownice?
– zapytał.
- Co? – odpowiedziała
pytaniem na pytanie . – Po co wam ta informacja?
- Jesteśmy
mieszkańcami planety Lifrega w konstelacji Wielkiego Regulusa. Zostaliśmy
zesłani na tą planetę, by dowiedzieć się, dlaczego czarownice i czarodzieje z
Miasta Czarów chcą najechać naszą planetę i nas podbić. Dotarła do nas ta
informacja i natychmiast wyruszyliśmy na planetę Siedmiu Magów. Co wiesz o tym
wszystkim?
- Nic – powiedziała
Clarissa. – To bzdury!
- Czyżby? – zapytał
mężczyzna, po czym wbił jej sztylet w brzuch. Z rany trysnęła krew. – Mów co
wiesz!
*
Amy była prześladowana w szkole,
z powodu tego, że była inna oraz dlatego, że rok wcześniej na pół roku przeprowadziła się razem z rodzicami do
miasteczka Wielkiego Maga znajdującego się w krainie zwaną Zaczarowaną Ziemią.
Przez rok uczęszczała tam do Szkoły
Magii imienia Wielkiej Reginy.
Potem jej rodzice powrócili do
rodzinnego domu razem z Amy. Szkoła Magii imienia Wielkiej Reginy i Księżycowy
Instytut od zawsze rywalizowały ze sobą.
Fakt, że Amy przez rok uczęszczała do konkurencyjnej szkoły został powszechnie
uznany za zdradę i od tej pory pół szkoły dokuczało nastolatce. Miała już tego
serdecznie dosyć.
Amy weszła na dach Instytutu . Jej życie nie miało już żadnego sensu.
Chciała je jak najszybciej zakończyć. Miała na sobie długą, krwistoczerwoną
suknię. Wiatr rozwiewał jej czarne jak heban włosy. Czarownica ostatni raz
spojrzała na Miasto Czarów w którym dorastała.
Podeszła do krawędzi dachu i po raz ostatni w swoim życiu spojrzała na
miasto, w którym żyła.
- Żegnaj świecie! –
krzyknęła, po czym rozpostarła ramiona i
rzuciła się z dachu. Spadając zaczęła przebierać lekko nogami, jakby próbowała
iść w powietrzu, po czym upadła na ziemię jak worek
ziemniaków.
*
- Nic nie wiem! –
wrzasnęła Clarissa. – Jestem tylko uczennicą Księżycowego Instytutu! Nic nie
wiem…
- Kłamiesz! – wrzasnął
mężczyzna.
Nagle do pomieszczenia wszedł
koń. Był to jeden z wierzchowców, które
ciągnęły powóz. Był to pozornie zwykły koń. Pozory jednak mylą. Koń przemówił:
- Dziewczyna mówi
prawdę. Nic nie wie. Jest bezużyteczna. Unicestwijcie ją.
Mężczyzna stojący przed Clarissą
wbił jej nóż prosto w serce, po czym wyszedł z pokoju zostawiając dziewczynę umierającą
w samotności.
*
Khauriel
wszedł do pokoju Julii, która właśnie skończyła się szykować do drogi.
- Jesteś gotowa? – zapytał, a dziewczyna skinęła głową. –
Chodź ze mną na dół. Twój bagaż podręczny już na ciebie czeka. Jason i Róża będą tu za kilka minut.
- Kim jest Róża? – zapytała Julia.
- Róża podróżuje razem ze mną – odpowiedział Khauriel.
Julia i
Khauriel zeszli po schodach na parter. Julia podeszła do szafy i wyjęła z niej
bluzę. Już miała ją ubrać, gdy nagle rozległo się pukanie do drzwi.
- Otworzysz? – zapytała Khauriela.
- Jasne – odpowiedział i podszedł do drzwi wejściowych.
Julia
skończyła się ubierać i odwróciła się do dziewczyny, która właśnie weszła do jej domu.
- Julio, poznaj Różę – powiedział Khauriel. – Róża jest
anielicą z mojego zastępu i moją zastępczynią. Podróżujemy często razem.
- Witaj, Julio – powiedziała anielica podając Julii rękę.
- Witaj, Różo – odpowiedziała Julia ściskając jej dłoń. – Miło mi cię poznać.
Naczynie
Róży miało dziewiętnaście lat. W tym wcieleniu anielica była szczupłą, niską,
niebieskooką dziewczyną. Jej falowane blond włosy sięgały do ramion.
Nie była ani brzydka, ani szczególnie piękna. Była ładna i zwyczajna.
Albo przynajmniej byłaby, gdyby była mniej anielska. Julia zauważyła, że Róża
miała na lewej dłoni tatuaż przedstawiający różę.
Prawdziwa
Róża miała tylko dwadzieścia lat. Była tylko o rok starsza od swojego naczynia. Była bardzo, ale to bardzo młodą
anielicą. Dla porównania Khauriel miał dziewięćset lat i był uznawany w niebie
za dość młodego anioła. Nawet Michał, który miał pięć tysięcy lat nie był
stary. Był aniołem w średnim wieku. Najstarsze anioły narodziły się wraz z
powstaniem wszechświata. Tylko one same wiedziały ile mają tak właściwie lat i
rzecz jasna Bóg.
Nagle
do domu wszedł Jason. Podszedł do Julii i pocałował ją w policzek. Potem
przywitał się z Khaurielem i Różą.
- Wszyscy już są – powiedział wesołym głosem Khauriel. –
Mamy zagrożenie wojną, więc rzecz jasna wyruszamy na przygodę!
- Gdzie udamy się najpierw? – zapytała Róża.
- Może na Ziemię? – zaproponował anioł. – Na przykład do
Wielkiej Brytanii? Jaki chcecie rok?
- Najbardziej współczesny.
- A więc udajemy się do Wielkiej Brytanii w roku 2015 –
powiedział anioł, wyciągając z kieszeni płaszcza butelkę z jakimś dziwnym,
niebieskawym napojem.
Następnie napił się i podał butelkę
Róży, która wzięła łyka i podała butelkę Julii.
- Weź łyka i podaj butelkę Jasonowi – powiedziała. – Jest to
eliksir rozumienia. Dzięki niemu zrozumiecie, co ludzie do was mówią.
Julia
posłusznie się napiła i podała butelkę Jasonowi. Łowca wziął kilka łyków
eliksiru i oddał butelkę Khaurielowi, który schował ją do kieszeni płaszcza.
- W takim razie
złapcie mnie albo Różę za rękę – powiedział anioł. - Potem możecie zamknąć oczy.
Jason spojrzał w stronię anioła i
jakoś nie spodobała mu się perspektywa złapania go za rękę. Khauriel zauważył
zażenowaną minę chłopaka, więc roześmiał się piskliwie. Jason przewrócił oczami
i chwycił dłoń Róży. Julia z uśmiechem na ustach zacisnęła dłoń na nadgarstku
anioła.
Czarodziej i łowczyni zamknęli
oczy. Khauriel i Róża w tym samym momencie pstryknęli palcami. Julia poczuła,
że unosi się nad ziemię, a potem leci w
zawrotnym tempie w nieznanym jej kierunku. Następnie poczuła, że zwalnia i powoli spada.
W końcu stanęła nogami na ziemi.
- Możecie już otworzyć oczy –
powiedział wesoło Khauriel, a jego towarzysze wykonali jego polecenie.
Jason i Julia rozglądali się dookoła ze
zdziwieniem, a Róża uśmiechnęła się szeroko.
- Dawno już tu nie byłam ! – powiedziała anielica radosnym
głosem. – Tęskniłam za tym miejscem.
- Gdzie jesteśmy? – zapytał zdziwiony Jason.
- Witajcie w Londynie! – powiedział Khauriel i uśmiechnął
się szeroko.