niedziela, 25 października 2015

Rozdział II

Julia szykowała się do wyprawy swojego życia i rozmyślała o swoich przyjaciółkach, które pewnie chciałyby udać się w tą podróż razem z nią. Niestety nie mogły, bo wszystkie trzy nie żyły.
*
Clarissa wracała do domu z Miasta Elfów, w którym była z wizytą u swojej koleżanki z dzieciństwa – Olivii. Był to zimny wieczór. Padał deszcz i było ciemno. Czarownica szła poboczem koło drogi. Nagle zobaczyła powóz ciągnięty przez dwa piękne konie. Jechał w kierunku jej domu. Clarissa wybiegła na drogę i zatrzymała powóz. Jechali w niej trzej mężczyźni.
- Gdzie panowie jadą? – zapytała Clarissa jednego z nich.
- Do Miasta Czarów – odpowiedział mężczyzna.
- Mogłabym się z panami zabrać? – zapytała Clarissa.
- Oczywiście – odpowiedział mężczyzna.
Clarissa wsiadła do powozu. Jeden z mężczyzn wyciągnął zza pazuchy piękną różę i podał ją dziewczynie.  Dziewczyna powąchała ją i urwał jej się film.
*
Robin udała się razem z innymi Wybrańcami na wycieczkę na inną planetę, zwaną Ziemia. Miała chwilę wolnego czasu na zwiedzanie obcego miejsca. Szła jedną z Nowojorskich ulic, gdy nagle usłyszała muzykę dobiegającą z jednego z wieżowców. Przystanęła pod nim i wsłuchała się w piękną melodię graną na fortepianie. Muzyka była bardzo ważna dla Robin.
Nagle melodia się zmieniła. Była okropna. Brzmiała, jakby ktoś zaczął grać na oślep pierwsze lepsze dźwięki. Potem usłyszała pełen frustracji wrzask. Podniosła do góry głowę, próbując zlokalizować mieszkanie, w którym się znajdował sfrustrowany pianista. W końcu udało zlokalizować jej się mieszkanie pianisty. Zobaczyła wypadający przez okno fortepian. Sparaliżował ją strach. Instrument leciał prosto na nią. Nawet gdyby próbowała i tak nie dałaby rady uciec. Wrzasnęła, a potem została przygnieciona przez fortepian.
Robin była czarownicą i świetną wojowniczką. Jej mama była potężną czarownicą, a ojciec silnym łowcą. Dziewczyna razem ze swoim bratem  uczyła się czarować i walczyć od najmłodszych lat. Była wspaniałą łuczniczką, umiała poważnie zranić przeciwnika za pomocą swoich nieodłącznych glanów  i miała niebywałą siłę. Potrafiła posługiwać się wieloma rodzajami broni. Pewnego dnia spadł na nią fortepian. Umarła na miejscu.
*
                Clarissa otworzyła oczy. Była przywiązana do jakiegoś słupa. Podszedł do niej jeden z mężczyzn. Trzymał w ręce nóż.
- Co knują czarownice? – zapytał.
- Co? – odpowiedziała pytaniem na pytanie . – Po co wam ta informacja?
- Jesteśmy mieszkańcami planety Lifrega w konstelacji Wielkiego Regulusa. Zostaliśmy zesłani na tą planetę, by dowiedzieć się, dlaczego czarownice i czarodzieje z Miasta Czarów chcą najechać naszą planetę i nas podbić. Dotarła do nas ta informacja i natychmiast wyruszyliśmy na planetę Siedmiu Magów. Co wiesz o tym wszystkim?
- Nic – powiedziała Clarissa. – To bzdury!
- Czyżby? – zapytał mężczyzna, po czym wbił jej sztylet w brzuch. Z rany trysnęła krew. – Mów co wiesz!
*
                Amy była prześladowana w szkole, z powodu tego, że była inna oraz dlatego, że rok wcześniej na pół roku  przeprowadziła się razem z rodzicami do miasteczka Wielkiego Maga znajdującego się w krainie zwaną Zaczarowaną Ziemią. Przez  rok uczęszczała tam do Szkoły Magii imienia Wielkiej Reginy.
 Potem jej rodzice powrócili do rodzinnego domu razem z Amy. Szkoła Magii imienia Wielkiej Reginy i Księżycowy Instytut  od zawsze rywalizowały ze sobą. Fakt, że Amy przez rok uczęszczała do konkurencyjnej szkoły został powszechnie uznany za zdradę i od tej pory pół szkoły dokuczało nastolatce. Miała już tego serdecznie dosyć.
Amy weszła na dach Instytutu . Jej życie nie miało już żadnego sensu. Chciała je jak najszybciej zakończyć. Miała na sobie długą, krwistoczerwoną suknię. Wiatr rozwiewał jej czarne jak heban włosy. Czarownica ostatni raz spojrzała na Miasto Czarów w którym dorastała.
Podeszła do krawędzi dachu i po raz ostatni w swoim życiu spojrzała na miasto, w którym żyła.
- Żegnaj świecie! – krzyknęła, po czym  rozpostarła ramiona i rzuciła się z dachu. Spadając zaczęła przebierać lekko nogami, jakby próbowała iść w  powietrzu,  po czym upadła na ziemię jak worek ziemniaków.
*
- Nic nie wiem! – wrzasnęła Clarissa. – Jestem tylko uczennicą Księżycowego Instytutu! Nic nie wiem…
- Kłamiesz! – wrzasnął mężczyzna.
                Nagle do pomieszczenia wszedł koń. Był to jeden z  wierzchowców, które ciągnęły powóz. Był to pozornie zwykły koń. Pozory jednak mylą. Koń przemówił:
- Dziewczyna mówi prawdę. Nic nie wie. Jest bezużyteczna. Unicestwijcie ją.
                Mężczyzna stojący przed Clarissą wbił jej nóż prosto w serce, po czym wyszedł z pokoju zostawiając dziewczynę umierającą w samotności.
*
                Khauriel wszedł do pokoju Julii, która właśnie skończyła się szykować do drogi.
- Jesteś gotowa? – zapytał, a dziewczyna skinęła głową. – Chodź ze mną na dół. Twój bagaż podręczny już na ciebie czeka.  Jason i Róża będą tu za kilka minut.
- Kim jest Róża? – zapytała Julia.
- Róża podróżuje razem ze mną – odpowiedział Khauriel.
                Julia i Khauriel zeszli po schodach na parter. Julia podeszła do szafy i wyjęła z niej bluzę. Już miała ją ubrać, gdy nagle rozległo się pukanie do drzwi.
- Otworzysz? – zapytała Khauriela.
- Jasne – odpowiedział i podszedł do  drzwi wejściowych.
                Julia skończyła się ubierać i odwróciła się do dziewczyny, która właśnie weszła do  jej domu.
- Julio, poznaj Różę – powiedział Khauriel. – Róża jest anielicą z mojego zastępu i moją zastępczynią. Podróżujemy często razem.
- Witaj, Julio – powiedziała anielica podając Julii rękę.
- Witaj, Różo – odpowiedziała Julia ściskając  jej dłoń. – Miło mi cię poznać.
                Naczynie Róży miało dziewiętnaście lat. W tym wcieleniu anielica była szczupłą, niską, niebieskooką dziewczyną. Jej falowane blond włosy sięgały  do ramion.  Nie była ani brzydka, ani szczególnie piękna. Była ładna i zwyczajna. Albo przynajmniej byłaby, gdyby była mniej anielska. Julia zauważyła, że Róża miała na lewej dłoni tatuaż przedstawiający różę.
                Prawdziwa Róża miała tylko dwadzieścia lat. Była tylko o rok starsza od swojego  naczynia. Była bardzo, ale to bardzo młodą anielicą. Dla porównania Khauriel miał dziewięćset lat i był uznawany w niebie za dość młodego anioła. Nawet Michał, który miał pięć tysięcy lat nie był stary. Był aniołem w średnim wieku. Najstarsze anioły narodziły się wraz z powstaniem wszechświata. Tylko one same wiedziały ile mają tak właściwie lat i rzecz jasna Bóg.
                Nagle do domu wszedł Jason. Podszedł do Julii i pocałował ją w policzek. Potem przywitał się z Khaurielem i Różą.
- Wszyscy już są – powiedział wesołym głosem Khauriel. – Mamy zagrożenie wojną, więc rzecz jasna wyruszamy na przygodę!
- Gdzie udamy się najpierw? – zapytała Róża.
- Może na Ziemię? – zaproponował anioł. – Na przykład do Wielkiej Brytanii? Jaki chcecie rok?
- Najbardziej współczesny.
- A więc udajemy się do Wielkiej Brytanii w roku 2015 – powiedział anioł, wyciągając z kieszeni płaszcza butelkę z jakimś dziwnym, niebieskawym napojem.
Następnie napił się i podał butelkę Róży, która wzięła łyka i podała butelkę Julii.
- Weź łyka i podaj butelkę Jasonowi – powiedziała. – Jest to eliksir rozumienia. Dzięki niemu zrozumiecie, co ludzie do was mówią.
                Julia posłusznie się napiła i podała butelkę Jasonowi. Łowca wziął kilka łyków eliksiru i oddał butelkę Khaurielowi, który schował ją do kieszeni płaszcza.
 - W takim razie złapcie mnie albo Różę za rękę – powiedział anioł. -  Potem możecie zamknąć oczy.
Jason spojrzał w stronię anioła i jakoś nie spodobała mu się perspektywa złapania go za rękę. Khauriel zauważył zażenowaną minę chłopaka, więc roześmiał się piskliwie. Jason przewrócił oczami i chwycił dłoń Róży. Julia z uśmiechem na ustach zacisnęła dłoń na nadgarstku anioła.
Czarodziej i łowczyni zamknęli oczy. Khauriel i Róża w tym samym momencie pstryknęli palcami. Julia poczuła, że unosi się nad ziemię,  a potem leci w zawrotnym tempie w nieznanym jej kierunku.  Następnie poczuła, że zwalnia i powoli spada. W końcu stanęła nogami na ziemi.
- Możecie już otworzyć oczy – powiedział wesoło Khauriel, a jego towarzysze wykonali jego polecenie.
 Jason i Julia rozglądali się dookoła ze zdziwieniem, a Róża uśmiechnęła się szeroko.
- Dawno już tu nie byłam ! – powiedziała anielica radosnym głosem. – Tęskniłam za tym miejscem.
- Gdzie jesteśmy? – zapytał zdziwiony Jason.
- Witajcie w Londynie! – powiedział Khauriel i uśmiechnął się szeroko.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz